"Społeczeństwo Lajków"
Idę powoli ulicą i rozglądam się bacznie wokół siebie. Niezależnie od tego czy znajduję się obecnie na wsi czy w mieście dostrzegam bezustannie ten sam obraz- wszędzie człowiek wpatrzony w swój smartfon, najczęściej ze słuchawkami w uszach. I to nie jest tak, że ja mam z tym problem. Sama niezmiernie często korzystam z korzyści jakie daje nam technologia oraz media społecznościowe. Niepokojący jest natomiast fenomen mediów społecznościowych i to, co robią one z dziećmi i młodzieżą, jak również z osobami dorosłymi.
Pracując nad projektami edukacyjnymi, z dziećmi i młodzieżą oraz z własnej codziennej obserwacji mogę śmiało stwierdzić, iż dla mass osoba która jest "fajna", "najbardziej lubiana", "interesująca" to ta, która posiada pod swoimi postami w mediach społecznościowych najwięcej tzw. "LIKE'ów", bądź "<3" w zależności od portalu na którym obecnie się znajdujemy. Może pojawić się burza w komentarzach pod tytułem "Może zazdrościsz, hmm?". Nie zazdroszczę.
Obsesyjne poszukiwanie aprobaty ze strony swoich obserwatorów w postaci like'ów, komentarzy oraz słów aprobaty sprawia, że z czasem przestaje nas interesować to, co dzieje się w życiu osobistym, a zrobimy wszystko aby pozyskiwać jak najwięcej korzyści materialnych oraz niematerialnych, które wynikają z naszej działalności w sieci. Jest to swego rodzaju gra, w której z czasem sprzedajemy całego siebie. Nasza prywatność przestaje istnieć. Sprzedajemy to, co można najlepiej sprzedać oraz to, co jest obecnie w karcie na czasie. Przykład? Roznegliżowane zdjęcia w sieci, nieprzemyślane wypowiedzi, nieprzeanalizowane posty za które w rzeczywistym życiu z biegiem czasu musimy gorzko zapłacić. I nie jest to wypowiedź wyssana z palca, lecz poparta moim własnym doświadczeniem. Przez jedno zdjęcie w sieci, jedną krótką wypowiedź, można stracić bardzo wiele. Przykładem idealnym może być groźba wyrzucenia nas z uczelni o której marzyliśmy przez lata, następnie utrata wymarzonego stanowiska w pracy, nienawiść ze strony najbliższych i przyjaciół. Sądzę, że dalej nie trzeba wymyślać. Pytanie iście retoryczne brzmi: Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, aby w sieci nieumyślnie sprzedać całego siebie? Ludzie tylko czekają na to, aż pokażesz coś więcej i z biegiem czasu czekają na jeszcze więcej, a prywatność, problemy życia codziennego i wszelkie dramy sprzedają się w sieci jak świeże bułeczki. To od Ciebie zależy co pokażesz innym w sieci. I gdy powinie Ci się noga, pokażesz za dużo, nie obarczaj winą całego świata wokół Ciebie, bo w 90% to Ty świadomie decydujesz na co skazujesz siebie i następnie własną psychikę.
Gdy sama byłam dzieckiem (czyt. lata 90 początek 2000 roku) dzieci na moim osiedlu bawiących się było po prostu multum. Nasza kreatywność w wymyślaniu zabaw na powietrzu nie miała końca. Obecnie wymyślono "idealne" rozwiązanie, aby dziecko siedziało w domu jak ogórek w słoiku i nie ruszało się z domu na krok. Mowa o tabletach i smartfonach. Czasami zastanawiam się czy mam dzieciom zazdrościć czy współczuć. O tym już zdecydujecie sami po przeczytaniu mojej wypowiedzi. Gdy ja dostałam swój pierwszy telefon komórkowy była to Nokia 3310, gdzie jedyną super atrakcją była "gra w wężyka", a PlayStation, XBox'a, laptopa oraz smartfona zastępował ogromny komputer na którym grało się w Heroes III, a wcześniej istniał taki "magiczny wynalazek" jak gra telewizyjna na specjalne dyskietki. Ja osobiście zamiast grać w gry wolałam czytać pamiętniki Meg Cabot i wszystko co było związane z wampirami.
Młodzi rodzice, którzy patrzycie na swoje dorastające dzieci, to do Was apel- dajmy dzieciom prawdziwe dzieciństwo pełne niezapomnianych przeżyć, kolorów, barw, radości, miłości i akceptacji. Dajmy życie rzeczywiste, które ukształtuje ich na ludzi niezwykle inteligentnych, prawych z bogato ukształtowaną moralnością. To od Was drodzy rodzice zależy jak Wasze dzieci przeżyją swoje życie i czego nauczą następne pokolenie. Nauczmy korzystać z technologii w sposób inteligentny tak, aby nie traciły swojego dzieciństwa na polu internetowej bitwy.