poniedziałek, 18 stycznia 2021

Anna Niemtz- Sen

Kwiaty tej wiosny kwitły piękniej niż co roku. Bez dostojnie uginał się na gałązkach, a słodka woń kwiatów mirabelki unosiła się w powietrzu. Tak, ten zapach wdychany każdą komórką mego ciała dawał ukojenie i pocieszenie, a delikatny podmuch wiatru okalał słuch i wszystkie zmysły.

Energia siły natury dawała ukojenie nawet tym, którzy tak na prawdę tego nie potrzebowali. A ja? Stojąc w ciemnym lesie na rozstaju dróg błąkam się majestatycznie po świecie.

W mojej głowie las, ciemny las do którego promienie słońca nie miały prawa dotrzeć. Czuje że się boje, tracę kontrole, nie mogę przestać biec. I nagle z bardzo daleka słyszę głos. Czuły, delikatny, męski, przepełniony miłością i wrażliwością. Idąc powoli w jego stronę, stąpając gołymi stopami po runie leśnym, od którego stopy krwawią coraz bardziej, dostrzegam postać.Tak, to był on. Jego oczy, ach te szare oczy, z których miłość i czułość biła tak silnie, że każda ludzka postać czułaby się bezpiecznie. Delikatnym ruchem opuszków palców ociera łzy z policzka, wyciąga swoją rękę i woła, a jego dłoń choć była tak blisko, z każdą sekundą oddalała się poza granice ciemnego lasu...